Menu

Toteż gdy przed

torty projekty domów drewnianych kuchnie

Toteż, gdy przed północą chłopaki zbliżyli się do jasno oświetlonych okien, przepędzono ich. Oddalili się na przyzwoitą odległość, ale nie dawali za wygraną. — Sami się poczęstujemy! — zaproponował Kazik, ten, co to fory miał kiedyś u dziedziczki Jostowej. — Ale jak? — zagadnął ktoś w ciemności. — Wódka i żarcie w piwnicy — poinformował. — Niech któryś skoczy i zobaczy, czy zamknięte. Tylko ostrożnie. Jak złapią, gnaty połamią. Pobiegł Antek kowalów. Nie było go z piętnaście minut. Wreszcie: —- Kłódka jak talerz. Drużba z miasta trzeźwy. Co jakiś czas chodzi do piwnicy i wynosi specjały. Z kluczem się nie rozstaje. — Cholera! — niecierpliwił się Kazik. Z emocji tarł szczeciniasty zarost. Chwilę trwało milczenie. — Jest! — ucieszył się. — Niech jeden przyniesie łopatę. Odkopali ziemię z otworu, którym jesienią zsypywano ziemniaki. Wyciągnęli wiecheć słomy, którym był zatkany. Ale Kazik nie mieścił się w otwór. Wyznaczyli Dzidka Kaczyńskich; miał wprawdzie szesnaście lat, ale wzrostem tamtym ledwie do ramion sięgał. Musiał zdjąć ubranie. Ramiona przez otwór przechodziły. Odczekali, aż drużba zabierze kolejną porcję dla weselnych gości. Wsunęli chłopaka do piwnicy. Podał bańkę z samogonem, dwie szynki i gruby jak stropowa belka placek. Musiał przełamać go na kolanie. W całości w dziurę się nie mieścił. Miastowy drużba niespodziewanie zjawił się w drzwiach. Widocznie zabrakło czegoś na stole.

doradztwo podatkowe kraków Projekty domów alveo